Artykuły
Aktualne artykuły
Wideoinformacje
Forum dyskusyjne
Ogłoszenia
Ogłoszenia jeździeckie
Your Account
Twoje konto
Menu strony
· Strona główna
· Bieżące tematy
· Archiwum artykułów
· Słownik jeździecki
· Forum dyskusyjne
· Galeria jeździecka
· Filmoteka koniarza
· Webcam - konie na żywo
· Ogłoszenia jeździeckie
· Czat koniarzy
· Ciekawe strony
· Butik jeździecki
· Reklamuj się
· Statystyki portalu
· Nasi przyjaciele
· O nas


Reklama



Szukaj




Rozrywka
· Jeździecka biblioteka
· Opowiadania o koniach
· Wiersze o koniach
· Przysłowia z końmi
· Pamiętniki użytkowników
· Tapety na pulpit
· Wygaszacze
· Zabawki flash'e


Użytkownicy
Członkostwo:
Ostatni: Ameroican12
Nowe dzisiaj: 0
Nowe wczoraj: 3
Wszystkie: 16449

Na stronie:
Gości: 37
Użytkowników: 4
Razem: 41

Teraz online:
01: midnight
02: herbatka_
03: sajno
04: sajno


Tłumacz


Miał być domek z ogródkiem, jest schronisko dla kilkuset zwierząt
OsobowościDla ludzi stała się przezroczysta. Pojawiają się tylko wtedy, kiedy chcą podrzucić jej jakieś zwierzę. Ale dla swoich zwierząt stanowi absolutne centrum świata. Psy lgną do rąk, konie z daleka widzą, gdy pojawia się na pastwisku.

Aktualnie: 6 niedźwiedzi, 573 psy, 30 kotów, 19 koni, 4 krowy, wilczyca i kura.





Kiedyś zobaczyła w telewizji, jak przez rosyjską śnieżną zamieć brnie człowiek ciągnąc klatki z dwoma niedźwiedziami. Szukała go na wszelkie sposoby, ale jak odnaleźć kogoś, kto idzie znikąd donikąd? Nagle informacja – do Polski trafił Rosjanin z dwoma niedźwiedziami. To nie był ten sam, ale misie wzięła. Razem z Edziem, Felą i Balbiną było ich już pięć. Teraz doszedł szósty. Do tego 573 psy, 30 kotów, 19 koni, 4 krowy, wilczyca i jedna dożywotnia kura – całe życie Magdy Szwarc.

Nie planowała, że na starość będzie sypiać na betonie przykryta kurtkami, chodzić w ciuchach stale wysmarowanych śladami psich łap, nie zamierzała spędzać emerytury gotując tony ryżu i kaszy. Miał być przytulny domek z ogródkiem i kilka, no powiedzmy, kilkanaście, ukochanych psów. Domki są, nawet trzy. Na parterze mieszkają psy, a na strychach są magazyny. Dla Magdy zabrakło miejsca. Nie ma szafy, łóżka, stołu. A jak nie ma się stołu, nie zaprasza się gości.


Skarga do Breżniewa

Magda przepracowała 25 lat jako księgowa w Zakładzie Widowisk Cyrkowych. Była trudnym podwładnym. Ciągłe skargi na metody tresury ściągały do cyrku bezustanne kontrole. – Trzy razy mnie zwalniali. Odwoływałam się do sądu pracy i wygrywałam – wspomina.

Największego rabanu narobiła, gdy przyjechał w odwiedziny cyrk radziecki. Oglądając występy zauważyła, że jeden z niedźwiedzi boi się schodzić z areny, a to znaczy, że za kulisami dzieje się coś złego. Znajomy ją podsadził, ona patrzy, a tam niedźwiedź rozkrzyżowany na kracie, okładany przez pracowników metalowymi prętami. Jak nie ryknęła z góry: Co wy skurwysyny robicie! Potem wpadła do środka, ze złości zerwała treserce perukę z głowy i zagroziła, że napisze na wszystkich skargę do Breżniewa. Natychmiast zjawiła się polska dyrekcja z naręczem koniaków i koszami prezentów przepraszać radzieckich towarzyszy.

Gdy dyrekcja odjechała, radzieccy towarzysze z koszami i koniakami poszli prosto do Magdy błagać, żeby jednak tej skargi nie pisała. Postanowiła, że ostatniego dnia, gdy cyrk będzie odjeżdżał, ukradnie radzieckie niedźwiedzie. Wszystko przygotowała razem z przyjacielem: samochody, miejsce w schronisku. Ale w nocy ktoś się włamał do kasy cyrku i wezwano milicję. W obecności kręcących się po całym terenie cyrku funkcjonariuszy raczej ciężko kraść niedźwiedzie.

– Odjechały. Pewnie były bite do końca życia – zamyśla się Magda.

Dlatego gdy w latach 70. trzy niedźwiedzie z Julinka: Edzio, Fela i Balbina przeszły na emeryturę, co oznacza życie w klatce bez wybiegu, wykupiła je, choć prawdę mówiąc nie bardzo wiedziała, co z nimi zrobić. Najpierw mieszkały w schronisku w Celestynowie, potem znalazła im miejsce w Szczecinie, ale to ciągle nie było to. Nie tak powinna wyglądać emerytura niedźwiedzia po cyrkowym życiu.

Zimowe psy

Kiedy sama przeszła na emeryturę, kupiła kawałek ziemi w Korabiewicach koło Mszczonowa. Tu miał być domek z ogródkiem dla niej i piętnastu psów, bezdomnych znajd, które uzbierała podczas licznych podróży po Polsce z cyrkowym taborem. Piętnaście psów i dwa, no powiedzmy trzy, niedźwiedzie to znowu wcale nie tak dużo. Najpierw wybudowała pomieszczenia dla Edzia i Feli. Potem ściągnęła Balbinę. Tylko że kiedy mieszka się na wsi i jest kimś takim jak Magda, za dużo się widzi. Psy przywiązywane do drzew w lesie, zabijane siekierą przez gospodarzy. Chodziła, tłumaczyła, prosiła. Wieś najpierw mówiła: wariatka. Z czasem ludzie przywykli: może wariatka, ale nasza i w gruncie rzeczy dobry człowiek.

Tylko że psów stale przybywało. Fama, że jest ktoś, kto nie potrafi powiedzieć: nie, gdy się go zaszantażuje – albo pani bierze, albo do drzewa przywiążę – szybko się rozchodzi. Dokupiła ziemi, budowała kolejne boksy, żeby psy nie zagryzały się w ciasnocie. Do pewnego momentu wszystkie miały imiona. Dziś już niektóre nazywane są grupowo, np. mszczonowskie – to te przywożone z gminnych łapanek, albo zimowe – przerzucane zimą przez mur, kiedy jest najtrudniej, bo wtedy nie da się szybko zbudować nowego boksu.

Majkel i Wania pojawiły się niespodziewanie, kiedy szukała przez ambasadę i wszystkie możliwe instytucje brnącego znikąd donikąd Rosjanina z niedźwiedziami. Ktoś powiedział jej o innym Rosjaninie, który jakimś cudem przeprawił się przez zieloną granicę ze swoimi niedźwiedziami. Andriej okazał się byłym treserem cyrkowym, który w ramach ekspiacji wykupił dwa niedźwiedzie: Wanię od kłusowników, którzy trenowali na nim sforę myśliwskich psów, a Majkela z cyrku, gdzie podczas tresury stracił oko. Andriej mieszkał z nimi w Moskwie, w bloku na XV piętrze. Dziś Majkel i Wania wylegują się w obszernych boksach, leniwie przegryzając jabłka.

Borys to też emeryt z rosyjskiego cyrku. Właściciel długo nie chciał go oddać, ale pomogła fundacja Animals i tak kolejny miś trafił do schroniska Magdy. Borys jeszcze zachowuje się nerwowo. Jest w Korabiewicach dopiero od kilku dni. Ostatnie lata spędził zamknięty w ciasnej klatce, więc musi oswoić się z przestrzenią. – Już jest lepiej – mówi Magda. – Na początku nie był w stanie nawet wejść na betonowy podest.

Wzruszona krowa

Konie mają do dyspozycji ogromną przestrzeń. Obskubały co do listka jabłkowy sad. Ich prawo. Służyły człowiekowi całe życie, więc niech chociaż te ostatnich kilka lat mają święty spokój. Większość z nich przeznaczona była na włoskie stoły. Irinę wykupili uczniowie ze szkoły w Milanówku. Agra i Karina wypadły z samochodu podczas transportu. Revita całe życie spędziła w szkółce jeździeckiej. Jest bardzo stara, ledwo chodzi.

– To niesamowite patrzeć, jak młodsze konie się nią opiekują. Gdy zaczyna ją obszczekiwać jakiś pies, kilka natychmiast galopuje na odsiecz. Codziennie pilnują, żeby dotarła wieczorem do stajni – opowiada Magda.

Krowy przywiózł burmistrz gminy Puszcza Mariańska. Błąkały się po lesie. Wiadomo, pani Magda przygarnie wszystko. Krowy pasą się więc razem z końmi i mieszkają w stajni.

– Najciekawsza jest historia Diny. Przywiozło ją starsze małżeństwo, bo już nie mieli siły się nią opiekować, ale nie potrafili oddać do rzeźni zwierzęcia, które pracowało dla nich całe życie – wspomina Magda. – Co roku przyjeżdżają ją odwiedzać. Krowa ich poznaje i widać, że jest wzruszona, a i staruszkowie mają łzy w oczach.

Wilczyca Szari trafiła do Korabiewic dzięki dr. Andrzejowi Karczewskiemu (weterynarz, który zginął zastrzelony w obławie na tygrysa). Błąkała się wokół bloków w Aninie. Była młoda, ludzie myśleli, że to pies, trochę dokarmiali. Jak się okazało, że wilk, trzeba było coś zrobić. No to do pani Magdy.

– Już nie odmawiam. Raz odmówiłam i śni mi się ten pies do dziś – mówi Magda. – Czasem się zastanawiam, dlaczego akurat ja muszę to wszystko widzieć, te psie oczy, te wszystkie nieszczęścia. Nabrałam tych zwierzaków wbrew zdrowemu rozsądkowi. Wcale nie miałam zamiaru aż tak się poświęcać. Ale nie potrafię się pohamować – wzdycha, zastanawiając się, dlaczego to cholerne państwo nie robi nic dla zwierząt i zostawia wszystko na jej głowie.

Arystokratki serca

A pohamować nigdy się nie potrafiła. Już z pierwszym psem była awantura. Mieszkała wtedy w internacie u sióstr felicjanek i przygarnęła bezdomnego psa. Trzymała go pod łóżkiem i karmiła resztkami z kuchni, ale siostry wypatrzyły i kazały wyrzucić. Uciekła z internatu razem z psem i nigdy tam nie wróciła.

Jako młoda kobieta zaprzyjaźniła się z Janiną Starczewską, którą znała wtedy cała Warszawa. – To był potwór – śmieje się Magda. – Apodyktyczna, klęła jak szewc, ale kochała zwierzęta. Byłam pod jej wpływem, dyrygowała mną, jak chciała.

Nocami chodziły razem po śmietnikach, na tyłach restauracji wybierały resztki, żeby dokarmiać bezdomne psy i koty. Któregoś razu otworzyło się okno i jakaś kobieta krzyknęła: Śmieciarze, ciszej tam! Na co Starczewska podparła się pod boki i jak nie ryknie: A co ty stara k..., myślałaś, że ci gondolierzy przyjdą serenadę pod oknem zaśpiewać! Pani Magdo, pani włazi do śmietnika!

Dworecka i Starczewska przyjechały do Magdy do Korabiewic, żeby umrzeć, bo wśród zwierząt łatwiej się umiera niż wśród ludzi. Osińską odnalazła na Wólce, już ją mieli pochować jako NN. – Wyglądała jak kloszardka, ale to była arystokratka serca. Jak one wszystkie – wspomina Magda.

Trudna miłość Edzia

Prowadzenie schroniska to ciągłe przeliczanie na pieniądze ton ryżu, węgla, kosztów energii, budowy nowych boksów. Emerytura Magdy nie wystarczyłaby na zbyt wiele. Pomaga fundacja Empatia. Jest trochę stałych sponsorów. Ale i tak ciągle potrzeba więcej i więcej. Do tego użeranie się z pracownikami, a właściwie z ich brakiem. Mało kto chce przyjść do takich warunków. Jak do tej pory najlepiej sprawdził się kryminalista poszukiwany listem gończym, ale go złapali. Pisze z więzienia pytając o swoje zwierzaki i czy może wrócić. Wychodzi za trzy miesiące. Magda czeka na niego jak na zbawienie. Jest ciężko. Prawdę mówiąc jest nawet bardzo ciężko.

Ale jest też taki moment w ciągu dnia, kiedy czuje się naprawdę szczęśliwa. Odwiedziny u Edzia. Woła go, a on powoli wychodzi z gawry, wsadza pysk między pręty i oblizuje twarz Magdy. Kiedyś bez obaw wchodziła do niego do klatki, podawała łyżeczką lekarstwo. Do Feli nie. Feli podczas tresury uszkodzono kręgi szyjne. Prawdopodobnie tresowała ją kobieta i od tej pory nienawidzi bab. Kiedy Magda wchodziła do Edzia, furtka dzieląca go od Feli powinna być zamknięta. Raz nie była. Widząc szarżującą z rykiem niedźwiedzicę Magda zdążyła zasunąć skobel, ale wtedy poczuła na plecach zęby Edzia. Przewrócił ją i patrzył, jakby zastanawiał się, co ma zrobić. W końcu zaczął gryźć. Komuś wreszcie udało się odwrócić jego uwagę i wyciągnąć Magdę z klatki.

– Dzidziuś chciał zjeść swoją panią – przemawia łagodnie Magda głaszcząc wielki łeb Edzia. – Spędziłam miesiąc w szpitalu, założyli mi 27 szwów, ale nie mam żalu. To w końcu dzikie zwierzę – dodaje.

Niedźwiedzie świata

– Skłamałabym mówiąc, że jestem najszczęśliwsza siedząc tu z kupą bezdomnych psów. Ale z drugiej strony stworzyłam miejsce, w którym czuję się bezpieczna. Tu nie dociera ten straszny świat i ci straszni ludzie, których widzę w telewizji – deklaruje Magda. Kiedy przechodzi przez teren schroniska, mówi, że wstyd jej przed psami. Bo co z tego, że im ciepło i mają co jeść. Pies potrzebuje ręki człowieka, a nie da się pogłaskać 573 psów choćby raz dziennie.

To nie tak miało być. Nie przewidziała, że spadnie na nią taka lawina zwierząt. Nie przewidziała też, że zamiast cieszyć się z tych uratowanych, będzie obsesyjnie myśleć o tych, których uratować się nie udało. Że w Julinku są jeszcze cztery niedźwiedzie w klatkach bez wybiegów, że tyle koni jedzie w transportach do Włoch, że tyle jeszcze bezdomnych psów.

W dodatku ktoś przysłał jej informację, że w Bułgarii u wędrownych Cyganów są dwa niedźwiedzie, którym wyrwali pazury i zęby. Muszą chodzić na tylnych łapach, bo przednimi podtrzymują ciężkie łańcuchy, które wpięto im w nosy i górne wargi. I okropnie cierpią, więc żeby pojechała i je zabrała.

– Boże mój – wzdycha Magda. – Gdzie ja znajdę wędrownych Cyganów.


Źródło: Polityka
Autor: Joanna Podgórska
Foto: Grzegorz Press
Wysłano dnia 31-10-2004 o godz. 13:40:00 przez KARY

 
Linki sponsorskie


Login
Pseudonim

Hasło

Kod bezpieczeństwa: Kod bezpieczeństwa
Wpisz kod bezpieczeństwa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się za darmo.

Zapomniałeś hasła? Użyj system odzyskiwania haseł.


Oceny artykułu
Wynik głosowania: 4.8
Głosów: 10


Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły



Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku



Dodaj do:

  Facebook
  Wykopk
  Google




Copyright © 1998-2010 Kary.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Redakcja Konie i My nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treść reklam, ogłoszeń, postów na forum, komentarzy oraz nadesłanych artykułów zamieszczonych w serwisie.



Tworzenie strony: 0.29 sekund