Artykuły
Aktualne artykuły
Wideoinformacje
Forum dyskusyjne
Ogłoszenia
Ogłoszenia jeździeckie
Your Account
Twoje konto
Menu strony
· Strona główna
· Bieżące tematy
· Archiwum artykułów
· Słownik jeździecki
· Forum dyskusyjne
· Galeria jeździecka
· Filmoteka koniarza
· Webcam - konie na żywo
· Ogłoszenia jeździeckie
· Czat koniarzy
· Ciekawe strony
· Butik jeździecki
· Reklamuj się
· Statystyki portalu
· Nasi przyjaciele
· O nas


Reklama



Szukaj




Rozrywka
· Jeździecka biblioteka
· Opowiadania o koniach
· Wiersze o koniach
· Przysłowia z końmi
· Pamiętniki użytkowników
· Tapety na pulpit
· Wygaszacze
· Zabawki flash'e


Użytkownicy
Członkostwo:
Ostatni: koczan1
Nowe dzisiaj: 0
Nowe wczoraj: 1
Wszystkie: 16463

Na stronie:
Gości: 41
Użytkowników: 1
Razem: 42

Teraz online:
01: emptyline


Tłumacz


Patrząc w oczy: Zaklinacz koni dr Robert M. Miller
OsobowościZaklinanie to bujda, ale z końmi można się dogadać równie dobrze, jak z ludźmi. Trzeba tylko przemówić do nich w ich języku - opowiada dr Robert M. Miller, amerykański weterynarz, specjalista od tzw. naturalnej metody układania koni.

Mariusz Urbanek: Naturalna metoda układania koni, czyli coś, o czym Nicholas Evans napisał książkę "Zaklinacz koni", na podstawie której Robert Redford nakręcił film, ociera się o magię. Pan nie chce mówić o magii, więc o czym rozmawiamy?

Robert M. Miller: O komunikowaniu się z końmi w sposób, który rozumieją. One rozmawiają ze sobą, używając przede wszystkim mowy ciała. Więc jeśli człowiek będzie w stanie nauczyć się mowy, którą koń zrozumie, osiągnie we współpracy z nim znacznie więcej, niż brutalnie zmuszając go do uległości.

To człowiek musi się nauczyć, nie odwrotnie?

- Przez setki lat ludzie używali do oswajania i szkolenia koni metod naturalnych dla siebie: przymusu i agresji Wystarczy jednak zrozumieć, że przemoc nie jest tu ani dobra, ani konieczna. Oczywiście, trzeba pokazać koniowi, kto jest szefem, ale niekoniecznie metodami, jakimi robiono to dotąd. Przecież sklepy z tradycyjnym sprzętem jeździeckim przypominają stoisko z narzędziami tortur.

Pan nie używa bata?

- Używam różnych przyrządów, ale nie po to, żeby zwierzę bić czy zadawać mu ból. Ani ono, ani człowiek tego nie potrzebuje.

Specjalizuje się pan w źrebiętach. Zaczęło się banalnie. Przyjmował pan poród

- Byłem młodym weterynarzem. Moi bardziej doświadczeni koledzy powtarzali, że po urodzeniu źrebaka należy minimalizować kontakt z nim. Bo on źrebaka psuje, przeszkadza w tworzeniu więzi z klaczą, powoduje lekceważący stosunek do człowieka. Byłem niedoświadczony, więc tego nie kwestionowałem. Ale przyszedł maj roku 1959 i feralny tydzień, kiedy miałem kilka bardzo trudnych porodów, podczas których musiałem zajmować się źrebakami jeszcze w łonie klaczy. Także po porodzie wymagały opieki.

Poświęcał im pan znacznie więcej czasu niż zwykle.

- A kiedy kilka tygodni później przyjechałem sprawdzić, jak dają sobie radę, zachowywały się zupełnie inaczej niż te, z którymi miałem do czynienia wcześniej. Podchodziły do mnie, mogłem spokojnie je dotykać, badać, nie okazywały żadnego strachu.

A powinny uciekać?

- Oczywiście. Konie są zwierzętami, dla których ucieczka jest podstawową reakcją na zagrożenie, nawet na zwykły szum wiatru w trawie.

Zrozumiałem, że mnie zapamiętały. W ich świadomości utrwaliła się informacja, że nie jestem dla nich groźny. Przeszły tzw. imprinting, czyli zostały "zaprogramowane". Postanowiłem to sprawdzić. Miałem akurat źrebną klacz i po urodzeniu źrebięcia świadomie nie ograniczałem kontaktów z nim, wręcz przeciwnie, maksymalizowałem je. Dotykałem, głaskałem, czyściłem.

I nie bał się pan, że jednak zrobi mu krzywdę?

- Oczywiście, że się bałem. Na wszelki wypadek nawet żonie nic o tym nie mówiłem. Ale już następnego dnia przekonałem się, że jestem na dobrej drodze. Bo nigdy wcześniej nie widziałem źrebaka tak dobrze reagującego na obecność człowieka.

Zaczynał pan, kiedy końskim światem rządzili kowboje. Trudno było?

- Trudno było się przełamać. Trochę się wstydziłem, bo moje zachowanie było dalekie od zachowania macho. Nie chciałem, aby ktoś widział, jak głaszczę konie i przemawiam do nich jak do dzieci. Nie pozwalałem nikomu obserwować mnie przy pracy.

Zresztą na początku opór był bardzo duży. Ostrzegano: spowodujesz, że klacz odrzuci swoje dziecko i stanie się agresywna wobec ludzi, a źrebak straci cechy dzikiego zwierzęcia, stanie się potulny i nie będzie można w czasie treningu nic od niego uzyskać.

Wydawałoby się, że broniono prawdziwej natury zwierzęcia

- Broniono natury, którą uważano za prawdziwą. Narzucamy zwierzętom nasze wyobrażenia, które niekoniecznie są zgodne z rzeczywistością. To naprawdę cud, że w ciągu ostatnich 25 lat podejście zwyczajnych, niezbyt wykształconych kowbojów zmieniło się diametralnie. Także oni zaczęli stosować metody miękkie, choć wcześniej korzystali z twardych. Jeszcze nie tak dawno na dużych ranczach konie ujarzmiano bardzo brutalnie, wiążąc je i siłą zmuszając do pracy. Właściciel jednego z największych rancz w Meksyku powiedział mi kiedyś: "To, że nauczyliśmy się w nowy sposób pracować z końmi, całkowicie zmieniło nasze relacje z dziećmi, współpracownikami i... krowami. To zmieniło nasze życie".


Rozmawiał: Mariusz Urbanek Źródło: Gazeta Wyborcza
Wysłano dnia 05-01-2010 o godz. 15:02:32 przez KARY

 
Linki sponsorskie


Login
Pseudonim

Hasło

Kod bezpieczeństwa: Kod bezpieczeństwa
Wpisz kod bezpieczeństwa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się za darmo.

Zapomniałeś hasła? Użyj system odzyskiwania haseł.


Oceny artykułu
Wynik głosowania: 5
Głosów: 2


Poświęć chwilę i oceń ten artykuł:

Wyśmienity
Bardzo dobry
Dobry
Przyzwoity
Zły



Opcje

 Strona gotowa do druku Strona gotowa do druku



Dodaj do:

  Facebook
  Wykopk
  Google




Copyright © 1998-2010 Kary.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Redakcja Konie i My nie ponosi żadnej odpowiedzialności za treść reklam, ogłoszeń, postów na forum, komentarzy oraz nadesłanych artykułów zamieszczonych w serwisie.



Tworzenie strony: 0.33 sekund